nie było naszym pomysłem. Raczej Ktoś powierzył nam to zadanie.Dwa tygodnie przed rozpoczęciem Święta zaczęliśmy zjeżdżać się do Kazimierza. Czekało nas sporo pracy, choć cały czas nie wiedzieliśmy dokładnie co mamy robić. Początkowe trudności umocniły tylko naszą ufność Panu i niejako zmusiły nas do zawierzenia całego dzieła Matce Bożej.Trzeba przyznać, że Maryja przekonała nas raz jeszcze, że nikt, kto Jej pomocy wzywa, nie będzie zawiedziony. Jej pomoc nie ograniczała się do sfery duchowej: nie tylko wyprosiła Boże błogosławieństwo dla dzieła, ale także załatwiła nam kosiarkę do trawy. Jak to Mama...Czas przygotowań był przede wszystkim czasem wielkiej modlitwy. Czuliśmy się bardzo blisko Pana i wiedzieliśmy, że On daje nam swojego Ducha, abyśmy potrafili uczynić wszystko, o co nas prosi. Uczyliśmy się

posłuszeństwa Jego natchnieniom, służby braciom i siostrom, ofiarnej pracy. Ten czas był przepięknym doświadczeniem Kościoła - wspólnoty Jezusa Chrystusa. Nawet zwykłe czynności, takie jak kopanie ziemniaków, koszenie trawy, sprzątanie

Strona główna

<2/5>