jednym tematem. Konferencja, krótkie rozmyślanie nad fragmentem Pisma Świętego, praca w grupach
i nabożeństwo wieczorne. Przełomowym był dzień dotyczący spowiedzi, grzeszności, czystości.
Konferencja tak bardzo poruszyła moje sumienie, że w ogóle nie widziałam sensu podejść do kratek
konfesjonału. Wiele o tym myślałam. To była spowiedź, która zupełnie odmieniła dalsze dni święta
namiotów. Pierwszy raz po spowiedzi czułam się jak nowo narodzona, czyściutka, lekka i wdzięczna
Jezusowi, że tak wiele dla mnie robi, że wciąż mnie kocha mimo moich potknięć. Dopiero wtedy zrozumiałam
jak wielką miłością obdarzył nas Pan
Jezus.Kolejne dni pogłębiły moją radość. Bardzo radosny był również "Bieg Samarytański" i
wędrówka przyczepką po wyjątkowy skarb. Późniejsza procesja z krzyżem po wsi była... całkiem
wyjątkowa, tyle spontanicznych odruchów,zahamowań.Ale to wszystko i tak było dopiero zapowiedzią
tego co było najważniejsze. Pod koniec święta namiotów mogliśmy zdecydowanie powiedzieć
Jezusowi, że pragniemy aby był naszym królem, że tylko On jest królem i nikt inny. Niby łatwo
wypowiadać słowa, a jak wiele wymagają … choć może po prostu chrześcijańskiego życia.Ciągle żyję
tym co się tam działo, wracam do tych chwil które odmieniły, tak na pewno zmieniły moje życie. Chwała Panu za wszystko czym nas obdarza...AŚKA
Wspomnienia
Strona główna
<2/2>