codzienności. Jedyną osobą z jaką się nie żegnałam był Jezus, nie zamierzałam się z nim rozstawać i zabrałam go ze sobą do Łodzi. Od tamtej pory ma zawsze przygotowany przytulny, wysprzątany pokoik w moim serduszku. I jestem przekonana, że korzysta On z mojej kwatery, bo cały czas odczuwam jego obecność i opiekę. W Kazimierzu nabyłam wiele nowych nawyków. Nauczyłam się między innymi regularnej, codziennej modlitwy, co dla mojej rodziny było szokiem. Mama i siostra zauważyły zmiany jakie we mnie zaszły, choć nie tylko one, bo i wiele innych osób powtarza, że jestem jakaś inna. Wiele osób nie potrafi zrozumieć i zaakceptować tego co zaszło w moim życiu, a przez to odsuwają się, sądzą i krytykują mnie.Z natury jestem buntownikiem, więc im więcej sprzeciwów, tym łatwiej przychodzi mi "manifestowanie" mojej postawy i racje jakie prezentuje. Na razie dzieje się to w moim najbliższym otoczeniu, ale wierzę, że w przyszłości będę miała dosyć siły i odwagi aby wyjść na zewnątrz.Uczę się żyć na nowo, dopiero jestem na etapie wczesnego raczkowania. Jezus stopniowo robi porządek w moim życiu, wyrzuca śmieci, wprowadza ład i leczy rany. Uważam, że już teraz jest super, a co dopiero będzie potem, gdy uda mi się być jeszcze bliżej Boga. Każdy dzień jest wspaniałym prezentem, niespodzianką, którą stopniowo odkrywam. Życie z Jezusem jest najbardziej ekscytującą przygodą jaką każdy człowiek może przeżyć. Wystarczy z ufnością zwrócić się

Wspomnienia

Strona główna

<4/5>