wzięłam tyle siły i odwagi. Bardzo dużo emocji i uczuć towarzyszyło mi w dniu, gdy mówiliśmy o grzechu. Prawie cały dzień płakałam. Na początku z tego powodu, że uświadomiłam sobie swoją grzeszność i wzbudziło to we mnie ogromny smutek. Pod koniec dnia płakałam ze szczęścia, bo byłam już po spowiedzi. Odbyłam gruntowną spowiedź "oko w oko" z księdzem i też się pobeczałam. Po spowiedzi czułam ogromną lekkość, wszechogarniającą mnie radość, miłość, pokój, i szczęście. To było wspaniałe przeżycie, nawet teraz, gdy piszę te słowa po plecach przechodzą ni ciarki. Tego samego wieczoru razem z koleżanką, przed snem, za pomocą latarki i alfabetu morsa przesyłaliśmy wiadomości do Pana Boga.Podczas następnych dni odnalazłam wiele rzeczy i spraw, które zadały życie zatracony gdzieś po drodze sens. Odnalazłam Jezusa, którego kiedyś odstawiłam do kąta, a który cały czas czekał, nie mógł przecież nieproszony wejść "z butami" do mojego życia. Właśnie w Kazimierzu zaprosiłam Jezusa do mojego życia w akcie intronizacji, to była chyba najpoważniejsza i najtrudniejsza decyzja w moim życiu. To był punkt zwrotny, początek nowego życia, życia z Jezusem Chrystusem - zmartwychwstałym, żywym, namacalnym i obecnym tu i teraz.Bardzo przywiązałam się do tamtego miejsca i do tamtych ludzi, dlatego najtrudniejszy był ostatni dzień ŚWIĘTA, gdy musiałam się przegnać z nimi wszystkimi i powrócić do domu, a co z tym idzie i do

Wspomnienia

Strona główna

<3/5>